7/05/2008

początki

Wbrew pozorom ograniczenie bagażu do 20 kilo bagażu głównego, 5 kilo bagażu podręcznego i laptopa to dość spore ograniczenie! Mój bagaż nieco przekraczał te wielkości, ale na szczęście uszło mi to na sucho :) Straszono mnie na lotnisku jakimiś psami i karami, pan spytał, czy mam do zadeklarowania jakieś brudne buty do wwiezienia albo coś w tym stylu.. Rzekłam, że nie i zaraz po tym, jak celnik (bardzo wesoły, starszy pan) życzył mi Merry Christmas nie wiadomo dlaczego, stanęłam na australijskiej ziemi :)
Warto jeszcze zaznaczyć, że linie Cathay Pacific są wspaniałe. Najadłam się za wszystkie czasy i naoglądałam mnóstwa filmów. Kocham ekraniki video na siedzeniach, zwłaszcza te na trasie Hongkong - Sydney. Ale Azjaci strasznie śmiecą w samolotach, to fakt. Nie dziwne, że tak liczna obsługa pracuje na pokładzie - mogliby stworzyć własną armię.
W ogóle był w samolocie nr 3 jeden śmieszny człowiek. Jeszcze nie wystartowaliśmy, a on już spał i chrapał jak nie wiem.. Podeszła do niego młoda Chinka i kazała zapiąć pasy, ale pan niestety w pasy się nie mieścił.. Potem, gdy przyszedł czas na zamówienie posiłku, poprosił o alkohol i natychmiast pogrążył się ponownie w sen :) Obmierzły typ jakby to ujęła moja mama. Dlaczego mam wrażenie, że był Polakiem?
Ok, po 30 h lotu dotarłam cała i zdrowa, zmiana czasu nawet nie zniszczyła mnie za bardzo. Ale wybiła 20.40, jak już odebrałam bagaż, na szczęście się nie zgubił :) Więc jedyne, co mogłam obejrzeć, to Sydney po ciemku z lotu ptaka oraz Sydney po ciemku z samochodu :) Ale piękne Sydney, wielkie Sydney..
15 minut drogi samochodem i już dotarłam do dzielnicy Canterbury, która przez najbliższe 3 miesiące będzie moim domem. W nocnych godzinach niczym nie różniła się od dotychczasowego miejsca zamieszkania. I tak skończył się wtorek.. Przestawieniem zegarka..

Brak komentarzy: