7/13/2008

dzień z tych lepszych

Darling Harbour za dnia:)

Sabina, Paulina & me


Yayoi (Ojooooojii)

Taka

Obudziłam się. Słońce świeciło na bezchmurnym niebie, było cieplutko i pięknie na dworze. Umówiłam się o 15 (tutaj nie ma 15, jest 3 pm!), więc na śniadanie, dysponując ogromną ilością porannego czasu, usmażyłam sobie rybę w pomidorach. Burżujstwo. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że zwykle jem mało wykwintne danie zwane tostem z serem i masłem orzechowym, była to jakaś odmiana.
Ja, Paulina, Ram, Oz, Juliana

Umówiliśmy się przy Starbucksie na Darling Harbour. Nie miałam za bardzo pojęcia, gdzie to jest. Zadzwoniła Paulina i mi coś tam próbowała tłumaczyć, ale nic to nie dało. Ale jak to ja, postanowiłam pojechać i iść przed siebie. Pociąg 13.52 (w weekendy jeżdżą co pół godziny, więc postanowiłam jechać wcześniej, jakbym się zgubiła). Nie zgubiłam się, szłam i szłam i nagle objawił się przede mną Starbucks przy zatoce. Była 14.40 czyli idealnie za wcześnie jak zwykle. Oz już siedział na ławkach, bo niestety nie słuchał dokładnie i myślał, że umówiliśmy się o 14 (ooo, sorry, 2 pm). W słońcu całe Darling Harbour wyglądało idealnie. Wspaniała sobota.
Sabina, Paulina, Ja, Juliana

Czekaliśmy do 15.40 (3.40 pm) na Julianę, Sergia i Igora, ale w końcu poszliśmy na kebsa. Mówili, że już wychodzą ze swoich domów, ale nikt nie zapytał, gdzie mieszkają.. Kebs był dobry, aczkolwiek drogi - 8,50$. Trudno, jak na obiad to jeszcze ok.
Najedliśmy się i poszliśmy na zaplanowane kręgle, gdzie w końcu dotarła spóźniona trójka. Ale.. Niestety nie pobawiliśmy się w australijski bowling. Dlaczego? Zastanówmy się, ile kosztuje wynajęcie toru w Galerii Mokotów (całego toru)? No właśnie. A tutaj każdy niby gracz miałby zapłacić 18$ za grę (jedną!!). Mowy nie ma.
Więc siedliśmy sobie w takiej miłej kawiarence koło kręgielni i dokonałym drinkiem zwanym Malibu pożegnaliśmy Paulinę, bo to jej ostatni dzień w Australii. Wraca we wrześniu, ale większości już wtedy nie będzie. Cóż, ja będę, i Juliana też:)
Juliana, Paulina & me - kręgielnia

Było nas w sumie ze 20 osób i okazało się, że Juliana i Igor idą na jakieś party do swojego kolegi. No to poszliśmy prawie wszyscy. Tutaj panuje dziwny zwyczaj zaczynania imprez bardzo wcześnie. Do pubów chodzą o 17 (5 pm), a nasza impreza zaczynała się już o 19 (7 pm). Przyszliśmy nawet przed gospodarzem, więc musieliśmy poczekać na schodach. Byliśmy 10 minut za wcześnie, a Australia = punktualność:)
Poznałam ziomków Juliany z poprzedniej grupy (ona jest tu od marca!). I jeszcze jakiś Koreańczyków, Słowaków, Francuzów.. Świetna sprawa. Niestety, w aparacie rozładowała mi się bateria. Ale na szczęście wszyscy inni też mieli swoje utrwalacze chwil, więc w poniedziałek dostanę alles. Około 23 (11 pm) zaczęliśmy się zbierać do jakiegoś pubu, ale mi się za bardzo nie chciało iść. Byliśmy akurat blisko Central Station, więc poszłam na pociąg:) Myślałam, że będę musiała czekać pół godziny, bo akurat był czas odjazdu, ale się okazało, że w necie był nieaktualny rozkład, i jak dotarłam na peron, pozostało 5 minut do CityRail Service Liverpool:) Wspaniale, wspaniale!
KFC Sydney:)

Myślę, że tak jak doskonały dzień Waso, tak i u mnie dzień był jednym z lepszych. Może to jakaś taka pora w roku, że wszystko się udaje? Oby trwała jak najdłużej, a na pewno w przyszłym tygodniu, bo właśnie preparuję me CV (tutaj to nie jest CV, tylko resume) i od jutra ruszma mniej lub bardziej aktywnie na poszukiwania pracy:)
Aha! Wczoraj nauczyłam się liczyć od zera do dziesięciu po tajsku, słowacku i hiszpańsku. Starałam się też nauczyć innych liczyć po polsku, ale udało się tylko do czterech! I tak nieźle!
Szkoda, że Junia nie przyszła, nie wiem, czemu. Dzwoniłam do niej, mówiła, że wpadnie, ale w końcu jej nie było. No i jeszcze Poli (Paola), ale ona ma 33 lata, to mogło jej się nie chcieć. Fajna dziewczyna, ale taka spokojna.. Może we wtorek wpadnie. Albo w środę? :)
Teraz muszę rozpracować mój telefon, bo nie wiem, jak się sprawdza kredyt. Mam wrażenie, że w pewnym momencie katarynka powie mi: "No more credit". Aha, i jeszcze kolejna rzecz do ogarnięcia: gdzie kupić kartę do naładowania konta. Hmmm.. Ale jest niedziela, brydka pogoda, więc dzisiaj chyba relaksuję się w domu :) Może wyjdę na jakis spacer, ale zanosi sie na deszcz, więc jest to coraz bardziej małoprawdopodobne. Co by tu dzisiaj zjeść na obiad?
Juliana, Oz i Ram, który był bardzo głodny:)

Aha, odkryłam, że mój ostatni pociąg do domu wcale nie jest o 23.20 (11.20 pm)!! Jest o 12.05 (12.05 am)!! A w soboty to nawet o 1.05 (1.05 am)! Doskonale! Bardzo lubię to uczucie, że nie jadę do domu godzinę, tylko dokładnie 20 minut. I w pociągu jest miliard ludzi, ale i tak jest gdzie usiąść. Lepiej być nie może. Poza tym Juliana mieszka w Redfern i zawsze przyjeżdża po nią siostra, więc jakby co, mogą mnie podrzucić w przypadku kryzysowym, którego oczywiście nigdy nie będzie:)
Represent, represent - Korea!

Po tajsku (tylko wymowa):

0 - [syn]
1 - [nyn]
3 - [sam]
5 - [ha]
6 - [ho]
9 - [kao]
10 - [sit]

[mura mura sztero] - I'm horny (po japońsku).

Nie jestem pewna reszty, więc może kiedyś uzupełnię, jak już będę pewna. Chyba założę zeszyt do notowania różnych zwrotów. Zawód: poliglota:)

Brak komentarzy: