Darling Harbour za dnia:)
Sabina, Paulina & me
Yayoi (Ojooooojii)
Obudziłam się. Słońce świeciło na bezchmurnym niebie, było cieplutko i pięknie na dworze. Umówiłam się o 15 (tutaj nie ma 15, jest 3 pm!), więc na śniadanie, dysponując ogromną ilością porannego czasu, usmażyłam sobie rybę w pomidorach. Burżujstwo. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że zwykle jem mało wykwintne danie zwane tostem z serem i masłem orzechowym, była to jakaś odmiana.
Ja, Paulina, Ram, Oz, Juliana
Umówiliśmy się przy Starbucksie na Darling Harbour. Nie miałam za bardzo pojęcia, gdzie to jest. Zadzwoniła Paulina i mi coś tam próbowała tłumaczyć, ale nic to nie dało. Ale jak to ja, postanowiłam pojechać i iść przed siebie. Pociąg 13.52 (w weekendy jeżdżą co pół godziny, więc postanowiłam jechać wcześniej, jakbym się zgubiła). Nie zgubiłam się, szłam i szłam i nagle objawił się przede mną Starbucks przy zatoce. Była 14.40 czyli idealnie za wcześnie jak zwykle. Oz już siedział na ławkach, bo niestety nie słuchał dokładnie i myślał, że umówiliśmy się o 14 (ooo, sorry, 2 pm). W słońcu całe Darling Harbour wyglądało idealnie. Wspaniała sobota.
Czekaliśmy do 15.40 (3.40 pm) na Julianę, Sergia i Igora, ale w końcu poszliśmy na kebsa. Mówili, że już wychodzą ze swoich domów, ale nikt nie zapytał, gdzie mieszkają.. Kebs był dobry, aczkolwiek drogi - 8,50$. Trudno, jak na obiad to jeszcze ok.
Najedliśmy się i poszliśmy na zaplanowane kręgle, gdzie w końcu dotarła spóźniona trójka. Ale.. Niestety nie pobawiliśmy się w australijski bowling. Dlaczego? Zastanówmy się, ile kosztuje wynajęcie toru w Galerii Mokotów (całego toru)? No właśnie. A tutaj każdy niby gracz miałby zapłacić 18$ za grę (jedną!!). Mowy nie ma.
Więc siedliśmy sobie w takiej miłej kawiarence koło kręgielni i dokonałym drinkiem zwanym Malibu pożegnaliśmy Paulinę, bo to jej ostatni dzień w Australii. Wraca we wrześniu, ale większości już wtedy nie będzie. Cóż, ja będę, i Juliana też:)
Było nas w sumie ze 20 osób i okazało się, że Juliana i Igor idą na jakieś party do swojego kolegi. No to poszliśmy prawie wszyscy. Tutaj panuje dziwny zwyczaj zaczynania imprez bardzo wcześnie. Do pubów chodzą o 17 (5 pm), a nasza impreza zaczynała się już o 19 (7 pm). Przyszliśmy nawet przed gospodarzem, więc musieliśmy poczekać na schodach. Byliśmy 10 minut za wcześnie, a Australia = punktualność:)
Poznałam ziomków Juliany z poprzedniej grupy (ona jest tu od marca!). I jeszcze jakiś Koreańczyków, Słowaków, Francuzów.. Świetna sprawa. Niestety, w aparacie rozładowała mi się bateria. Ale na szczęście wszyscy inni też mieli swoje utrwalacze chwil, więc w poniedziałek dostanę alles. Około 23 (11 pm) zaczęliśmy się zbierać do jakiegoś pubu, ale mi się za bardzo nie chciało iść. Byliśmy akurat blisko Central Station, więc poszłam na pociąg:) Myślałam, że będę musiała czekać pół godziny, bo akurat był czas odjazdu, ale się okazało, że w necie był nieaktualny rozkład, i jak dotarłam na peron, pozostało 5 minut do CityRail Service Liverpool:) Wspaniale, wspaniale!
Myślę, że tak jak doskonały dzień Waso, tak i u mnie dzień był jednym z lepszych. Może to jakaś taka pora w roku, że wszystko się udaje? Oby trwała jak najdłużej, a na pewno w przyszłym tygodniu, bo właśnie preparuję me CV (tutaj to nie jest CV, tylko resume) i od jutra ruszma mniej lub bardziej aktywnie na poszukiwania pracy:)
Aha! Wczoraj nauczyłam się liczyć od zera do dziesięciu po tajsku, słowacku i hiszpańsku. Starałam się też nauczyć innych liczyć po polsku, ale udało się tylko do czterech! I tak nieźle!
Szkoda, że Junia nie przyszła, nie wiem, czemu. Dzwoniłam do niej, mówiła, że wpadnie, ale w końcu jej nie było. No i jeszcze Poli (Paola), ale ona ma 33 lata, to mogło jej się nie chcieć. Fajna dziewczyna, ale taka spokojna.. Może we wtorek wpadnie. Albo w środę? :)
Teraz muszę rozpracować mój telefon, bo nie wiem, jak się sprawdza kredyt. Mam wrażenie, że w pewnym momencie katarynka powie mi: "No more credit". Aha, i jeszcze kolejna rzecz do ogarnięcia: gdzie kupić kartę do naładowania konta. Hmmm.. Ale jest niedziela, brydka pogoda, więc dzisiaj chyba relaksuję się w domu :) Może wyjdę na jakis spacer, ale zanosi sie na deszcz, więc jest to coraz bardziej małoprawdopodobne. Co by tu dzisiaj zjeść na obiad?
Aha, odkryłam, że mój ostatni pociąg do domu wcale nie jest o 23.20 (11.20 pm)!! Jest o 12.05 (12.05 am)!! A w soboty to nawet o 1.05 (1.05 am)! Doskonale! Bardzo lubię to uczucie, że nie jadę do domu godzinę, tylko dokładnie 20 minut. I w pociągu jest miliard ludzi, ale i tak jest gdzie usiąść. Lepiej być nie może. Poza tym Juliana mieszka w Redfern i zawsze przyjeżdża po nią siostra, więc jakby co, mogą mnie podrzucić w przypadku kryzysowym, którego oczywiście nigdy nie będzie:)
Po tajsku (tylko wymowa):
0 - [syn]
1 - [nyn]
3 - [sam]
5 - [ha]
6 - [ho]
9 - [kao]
10 - [sit]
[mura mura sztero] - I'm horny (po japońsku).
Nie jestem pewna reszty, więc może kiedyś uzupełnię, jak już będę pewna. Chyba założę zeszyt do notowania różnych zwrotów. Zawód: poliglota:)
Sabina, Paulina, Ja, Juliana
Czekaliśmy do 15.40 (3.40 pm) na Julianę, Sergia i Igora, ale w końcu poszliśmy na kebsa. Mówili, że już wychodzą ze swoich domów, ale nikt nie zapytał, gdzie mieszkają.. Kebs był dobry, aczkolwiek drogi - 8,50$. Trudno, jak na obiad to jeszcze ok.
Najedliśmy się i poszliśmy na zaplanowane kręgle, gdzie w końcu dotarła spóźniona trójka. Ale.. Niestety nie pobawiliśmy się w australijski bowling. Dlaczego? Zastanówmy się, ile kosztuje wynajęcie toru w Galerii Mokotów (całego toru)? No właśnie. A tutaj każdy niby gracz miałby zapłacić 18$ za grę (jedną!!). Mowy nie ma.
Więc siedliśmy sobie w takiej miłej kawiarence koło kręgielni i dokonałym drinkiem zwanym Malibu pożegnaliśmy Paulinę, bo to jej ostatni dzień w Australii. Wraca we wrześniu, ale większości już wtedy nie będzie. Cóż, ja będę, i Juliana też:)
Juliana, Paulina & me - kręgielnia
Było nas w sumie ze 20 osób i okazało się, że Juliana i Igor idą na jakieś party do swojego kolegi. No to poszliśmy prawie wszyscy. Tutaj panuje dziwny zwyczaj zaczynania imprez bardzo wcześnie. Do pubów chodzą o 17 (5 pm), a nasza impreza zaczynała się już o 19 (7 pm). Przyszliśmy nawet przed gospodarzem, więc musieliśmy poczekać na schodach. Byliśmy 10 minut za wcześnie, a Australia = punktualność:)
Poznałam ziomków Juliany z poprzedniej grupy (ona jest tu od marca!). I jeszcze jakiś Koreańczyków, Słowaków, Francuzów.. Świetna sprawa. Niestety, w aparacie rozładowała mi się bateria. Ale na szczęście wszyscy inni też mieli swoje utrwalacze chwil, więc w poniedziałek dostanę alles. Około 23 (11 pm) zaczęliśmy się zbierać do jakiegoś pubu, ale mi się za bardzo nie chciało iść. Byliśmy akurat blisko Central Station, więc poszłam na pociąg:) Myślałam, że będę musiała czekać pół godziny, bo akurat był czas odjazdu, ale się okazało, że w necie był nieaktualny rozkład, i jak dotarłam na peron, pozostało 5 minut do CityRail Service Liverpool:) Wspaniale, wspaniale!
KFC Sydney:)
Myślę, że tak jak doskonały dzień Waso, tak i u mnie dzień był jednym z lepszych. Może to jakaś taka pora w roku, że wszystko się udaje? Oby trwała jak najdłużej, a na pewno w przyszłym tygodniu, bo właśnie preparuję me CV (tutaj to nie jest CV, tylko resume) i od jutra ruszma mniej lub bardziej aktywnie na poszukiwania pracy:)
Aha! Wczoraj nauczyłam się liczyć od zera do dziesięciu po tajsku, słowacku i hiszpańsku. Starałam się też nauczyć innych liczyć po polsku, ale udało się tylko do czterech! I tak nieźle!
Szkoda, że Junia nie przyszła, nie wiem, czemu. Dzwoniłam do niej, mówiła, że wpadnie, ale w końcu jej nie było. No i jeszcze Poli (Paola), ale ona ma 33 lata, to mogło jej się nie chcieć. Fajna dziewczyna, ale taka spokojna.. Może we wtorek wpadnie. Albo w środę? :)
Teraz muszę rozpracować mój telefon, bo nie wiem, jak się sprawdza kredyt. Mam wrażenie, że w pewnym momencie katarynka powie mi: "No more credit". Aha, i jeszcze kolejna rzecz do ogarnięcia: gdzie kupić kartę do naładowania konta. Hmmm.. Ale jest niedziela, brydka pogoda, więc dzisiaj chyba relaksuję się w domu :) Może wyjdę na jakis spacer, ale zanosi sie na deszcz, więc jest to coraz bardziej małoprawdopodobne. Co by tu dzisiaj zjeść na obiad?
Juliana, Oz i Ram, który był bardzo głodny:)
Aha, odkryłam, że mój ostatni pociąg do domu wcale nie jest o 23.20 (11.20 pm)!! Jest o 12.05 (12.05 am)!! A w soboty to nawet o 1.05 (1.05 am)! Doskonale! Bardzo lubię to uczucie, że nie jadę do domu godzinę, tylko dokładnie 20 minut. I w pociągu jest miliard ludzi, ale i tak jest gdzie usiąść. Lepiej być nie może. Poza tym Juliana mieszka w Redfern i zawsze przyjeżdża po nią siostra, więc jakby co, mogą mnie podrzucić w przypadku kryzysowym, którego oczywiście nigdy nie będzie:)
Represent, represent - Korea!
Po tajsku (tylko wymowa):
0 - [syn]
1 - [nyn]
3 - [sam]
5 - [ha]
6 - [ho]
9 - [kao]
10 - [sit]
[mura mura sztero] - I'm horny (po japońsku).
Nie jestem pewna reszty, więc może kiedyś uzupełnię, jak już będę pewna. Chyba założę zeszyt do notowania różnych zwrotów. Zawód: poliglota:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz