7/16/2008

the gaff

Znalazłam tuż przy mojej szkole wspaniałe miejsce - taka jakby trochę nowocześniejsza i większa Jadłodajnia Filozoficzna! Muzyka doskonała, a co więcej, dwa piętra i we wtorki (ooh, akurat wczoraj był wtorek!) za darmo posiłek i dwa drinki oraz wejście! W ramach światowego rankingu cen piwa, który prowadzimy już od jakiegoś czasu - 2$! Tak! 2$! Jedzenie średnie, ale wcale nie trzeba go zamawiać. Wzięliśmy 3 dania, bo można było wybierać właśnie z trzech, a nas akurat była na początku trójka. Najlepsze okazały się nachos:) Ale fajny klimat, siedzenie na podłodze, muzyka 70s & 80s.. Doskonale.
Tańce w piwnicy zaczęły się około 10 pm. Najpierw na parkiecie zasuwał pan z obsługi (baaardzo przystojny, jak stwierdziłyśmy z Junią) i próbował zachęcić przybyłych do tańca. Niestety, ale uciesze męskiej części widowni, na środku tańczyły tylko dwie panny - ale za to dość konkretnie. Chyba musiały "gdzieś" dużo trenować. A że na środku była kolumna, to nic im nie było więcej do szczęścia potrzeba - show.
O północy odbywa się we wtorki konkurs Miss Mokrego Podkoszulka (białego)! Polewają je z węża! Bruno mówił, że mam się zgłosić, ale argumentem odmownym, który go ostatecznie przekonał, że to jednak nie najlpeszy pomysł, byłfakt, że (na szczęście!) miałam na sobie fioletową koszulkę. Poznałam kolejnych ludzi, czyli przedmiot integracja zdany:) I blisko mojej stacji ten pub, więc lepiej już być nie może. Myślę, że następny wtorkowy wieczór już ma zaplanowany.
Ale z innej zupełenie strony to powiem, że nie jest łatwo tutaj ściemniać. Zapytano nas o klucze do hostelu, w którym mieszkamy - Bruno miał. Sprawdzili, czy są na 100% australijskie i jeszcze objrzeli dokładnie nasze prawa jazdy i paszporty. Niesamowite! Ale za to meeega plus! Nie wolno w środku palić, więc po raz pierwszy w życiu moja bluza po powrocie nie śmierdziała szlugami! Z biur też trzeba wychodzić na ulicę, żeby zapalić, bo inaczej pozywają Cię do sądu i z reguły - przegrywasz.
W ostatnim pociągu do domu mnóstwo ludzi. Jestem pod wrażeniem. I wszędzie kamery, straże, ostrzeżenia..
Dotarłam rano do szkoły pomimo wszelakich napisów "delays" i tak dalej. Zajęcia nudne jak nigdy, ale za to świetnie się bawiłam z moją grupą. Jutro chyba zrobię im jakieś zdjęcia, bo to mój ostatni dzień, zanim nie skoczę do Advanced. Andrew dzisiaj kazał nam śpiewać. I chciał mi ukraść torbę. Niebywałe:)
Po zajęciach przyszła Junia, bo niestety nie udało jej się dotrzeć na lekcje, chociaż mieszka 10 minut od szkoły. Razem z Julietą poszłyśmy na Sydney Tower, ale kolejka turystów była tak długa, że równie dobrze możemy przyjść za tydzień i wyjdzie na to samo. Straszne. Nie znoszę Światowych Dni Młodzieży.
Poszłyśmy do Hyde Parku. Już się nauczyłam, że chodzić trzeba po lewej stronie, to przyjechały te miliardy turystów i już się pogubiłam, bo oni zajmują po prostu cały chodnik. Obóz polski osiadł pod katedrą. Właściwie ciężko powiedzieć, że osiadł, bo nasza młodzież non stop tańczyła w kółku i rozdawała jakieś ulotki. Na pytanie "Wanna join us?" odpowiedziałam typową polszczyzną, żeby czasem dać się rozpoznać: "No, thanks". Zebrałam kolejne fanty - medalik, jakąś płytę, znalazłam 10$ na chodniku!! Lucky me:)
A jutro mam pierwsze interview w sprawie pracy. Niemiecka restauracja, ale daleko. Podobno niezła. Jutro się wszystko okaże.
A Bruno poleciał na wakacje do Indonezji.. Ja też chcę! Może uda sie wyskoczyć na Fiji?
Dzisiaj uczyłam polskiego moją grupę. Idzie im coraz lepiej. Jestem impressed.

Brak komentarzy: