8/24/2008

głupi ma szczęście

Ok, jest dość zimno, czasami nawet poniżej zera. Ale ja oczywiście nie jestem chora, chociaż chodzę sobie bez kurtki zarówno o 3 pm, jak i o 3 am. Współczuję tylko ludziom z Brazylii, muszą cierpieć. Nie wierzą mi, że w Europie jest zimniej i że ja naprawdę nie marznę. Mówiłam już, że zmieniłam stajl na szorty plus grube rajstopy? A to z jednej strony oczywiście ze względu na nieodpartą potrzebę jakiejś znaczącej zmiany w życiu, a z drugiej strony jednakże w związku z niemożnością znalezienia spodni w sklepach! Szukam i szukam, ale tu naprawdę jest ciężko o dobry ciuch. Także szorty plus rajstopy zagoszczą chyba na stałe w mojej australijskiej garderobie.
Kolejna mała modyfikacja mojego nastawienia do życia to fakt, że coraz bardziej lubię kawę. Niestety minus jest taki, że tylko zimną z wanilią w Gloria Jean's.. Kosztuje niestety aż 5$, ale od czego są znajomi:) I tu kolejny dowód na to, że.. jak w temacie:)
W ramach oszczędności podjęłam też niezwykle poważną decyzję, że nie pójdę na basen, bo jest drogi. Ale, ale.. Poznałam ostatnio Lucasa z Kolumbii, który mieszka przy tej samej ulicy, przy której znajduje się szkoła, i uwaga.. Ma na dachu wieżowca basen! Także problem opłaty za basen sam się rozwiązał.
W tym tygodniu zaczął się nowy moduł biznesowy, ale jest strasznie nudno. Steven stara się, jak może, ale ludzie chyba nie za bardzo ogarniają, o co chodzi. Także postanowiłam powrócić do Advanced w drugim budynku. Plusy? Dużo nowego słownictwa, przystojny nauczyciel Nick oraz starzy znajomi again. I więcej Europejczyków. Minusy? Zasadniczo jeden: będę musiała wcześniej wstawać i już nie będę zapewne orłem! A przynajmniej nie jedynym.
W czwartek nasza szkoła zorganizowała party na łodzi - Boat Party. Wiem, że generalnie rzeczy organizowane przez szkoły kojarzą się dość źle, ale było naprawdę idealnie. Pogoda piękna, okrążyliśmy operę i LunaPark. Trzy dancefloory, bo i trzy piętra na statku i darmowa pizza, a i alkohol nie taki drogi. Nie wiem, jak to zrobiłam, ale na alkohol nie wydałam ani centa. Co nie równa się zupełnie temu, że nie skosztowałam napojów procentowych:) Jak w temacie. Ale ludzie bawili się tak wspaniale, wszyscy byli, no dosłownie, wszyscy! Ludzie, których nie widziałam jakieś sto lat! Pisałam już, że mój kolega zmienił sobie datę powrotu do Brazylii i leci tego samego dnia, co ja? Razem robimy farewell party! W sobotę, 3. października! Jeszcze tylko trzeba wymyślić, gdzie:) Tutaj niestety nie preferuje się domówek, tak jak to w Ojczyźnie. Trudno.
I jeszcze jedno - zakochałam się w nocnych autobusach. Jeżdżą szybko, kierowca jest nieziemsko miły i pomocny, są pełne ludzi i wygodne! Normalnie jadę 30 min do domu, w nocy 17!! Warszawa traci u mnie kolejne punkty.
Dzisiaj zostałam w domu i oglądałam ostatni dzień Olimpiady. Kocham pingponga, więc zmagania chińskich robotów oczywiście były pozycją numer jeden na mojej liście, ale także wielu emocji dostarczył mi mecz finałowy w siatkę: Brazylia - USA. I to nieziemskie zwycięstwo USA! No, wreszcie ktoś pokonał Brazylię. A drugi set i 6-0 na początku? No, magia! Uwielbiam, aczkolwiek generalnie Olimpiady raczej nie śledziłam.. Wiem tylko, że mamy 10 medali. I tyle.
Aha, i w ramach zmieniania swojego wizerunku może w końcu jutro pójdę na jakieś zakupy oraz myślę cały czas nad kolczykiem w nosie:) Byłoby mi z nim do twarzy..

1 komentarz:

Michail pisze...

a strzel sobie tego kolczyka. nie bedzie ze ja sam jeden okolczykowany ;)
i naprawde moze Ci pasowac (ja sie wypowiem czy jak juz bedzie ;) )
MB