8/17/2008

zmęczyłam się!!


Juliana&me cheerleading

Ten weekend do łatwych nie należał. W piątek wstałam o 9, po raz pierwszy w życiu (nie wiem, czy nie ostatni) przygotowałam sobie lunch w domu i zabrałam go do szkoły! Był to prosty posiłek zwany tostem. Mało brakowało, a spóźniłabym się na pociąg, ale jak zwykle głupi ma szczęście, czyli zdążyłam oczywiście. Okazało się, że Ability gra mecz ostatniej szansy (haha, czytaj: żeby nie być ostatnią drużyną w Sydney) na Bondi około 4 pm.
czerwoni to przeciwnicy:)

Drużyna zaprosiła mnie i Julianę do kibicowania, więc poszłyśmy. Było straaaaaasznie zimno, ale w końcu nie jesteśmy ostatni, tylko przedostatni:) Czyli opłacało się iść, tak?

nasza drużyna marzeń..

Potem przyszedł czas na mały pub, zaprosili nas nauczyciele:) Za to lubię moją szkołę, nigdy nie możesz być pewien, czy osoba, która właśnie poznałeś, to student czy może raczej nauczyciel.. W czwartek rozmawiałam z Tomem, który jest w połowie Polakiem:) Coraz więcej Polaków.. Pytanie, czy to dobrze?
Wieczorem poszłiśmy do klubu (żeby to jednego), spotkałam tysiące znajomych i już nie zazdroszczę Julianie, że to zawsze ona spotyka na ulicy ludzi z Ability. Skończyło się tak, że nie wyspałam się, a rano umówiłam się z ludźmi z mojej grupy na wycieczkę w góry. O 8 rano miałam dylemat, czy spać dalej, czy jechać. Ale w końcu, jak to ja, pojechałam. Pogoda w Blue Mountains była piękna. Opłacało się ruszyć tyłek. Aczkolwiek łatwo nie było. 2 godziny snu to jednak mało. Ale mamy piękne zdjęcia, szlaki w Australii są typowe - dla leniwych Australijczyków. Czyli proste, dopracowane i zadbane. Polecam kolejki, zwłaszcza Skyway:) I najlepsza góra na świecie - 3 siostry. Następną wycieczkę planuję na Górę Kościuszki. Szkoda, że Australijczycy nie wiedzą, że Kościuszko był Polakiem. No ale cóż..
Dzisiaj coś słyszałam o BBQ na plaży, ale chyba potrzebuję one day off, żeby odpocząć.. Chyba się starzeję:)

Brak komentarzy: